Strony

środa, 27 listopada 2013

Świąteczne dekoracje

Już za kilka dni adwent, czas oczekiwania. Wato przystroić dom świątecznymi akcentami. Nie zwlekać z tym do samych świąt. Atmosfera przedświąteczna jest bardzo klimatyczna. Polecam





















piątek, 22 listopada 2013

Białe jest piękne



Biel ma czarodziejską moc. Sprawiła, że nawet wiktoriański dom stał się przestronny i pełen świeżości. I pomyśleć, że jego właściciele musieli najpierw obejrzeć romantyczną komedię.

Aby zrozumieć historię willi Gaynor i jej męża Jeremy’ego, trzeba obejrzeć „Lepiej późno niż później”. – To mój ulubiony film – wzdycha Gaynor. – I bynajmniej nie dlatego, że gra w nim kochany Jack Nicholson, ale ze względu na dom, w którym toczy się akcja. Jest niezwykły, ponadczasowy i elegancki. Kiedy go zobaczyłam, koniecznie chciałam mieć taki sam – zachwyca się. Nie tylko ona. Po premierze filmu na punkcie tej willi nad morzem, z ogromnymi oknami, tonącej w bieli, zwariowało tysiące Amerykanów. Pokazywały go magazyny wnętrzarskie, powstawały o nim telewizyjne reportaże.



Kolacje u Piotra
O szczęściu często decyduje przypadek. Tak stało się u Gaynor i Jeremy’ego. Oboje są właścicielami sklepu z pamiątkami w miasteczku Harrogate w północnej Anglii i mają mnóstwo znajomych z różnych stron świata.






Zaprzyjaźnili się między innymi z Piotrem, który od dziesięciu lat pracuje w Anglii. Często zapraszał ich do siebie na kolacje, częstował polskimi specjałami, a że mieszkał w apartamencie w przepięknym wiktoriańskim domu, wyjątkowo lubili te wspólne wieczory.

Aż któregoś razu Gaynor i Jeremy dowiedzieli się, że na parterze można wynająć mieszkanie z dwoma sypialniami. Cena była niewysoka, więc długo się nie namyślali, w końcu nawet kupili wymarzony apartament. Ale kiedy na świat przyszli ich dwaj synowie – Charles i Freddie (pierwszy, Henry, miał już wtedy kilka lat) – mieszkanie stało się za małe dla pięcioosobowej rodziny.

– Już mieliśmy przerabiać piwnicę, bo wyprowadzać się stąd nie chcieliśmy za żadne skarby, gdy okazało się, że możemy kupić apartament Piotra na górze. On akurat przenosił się do Londynu – wspomina Gaynor. Przed nami był jeszcze ogromny remont. Jednak już wtedy wiedzieliśmy, że nasz dom będzie jak ten z „Lepiej późno niż później”.

Z miłości do bieli

Tak jak w filmie pomalowali więc wszystko na biało. Kupili białe meble i dodatki. Gdzieniegdzie pojawiają się tylko brązowe antyki. – Kiedyś nie podobały mi się jasne kolory. Nie wyobrażałem sobie ich w domu, choć lubiłem oglądać je u innych – mówi Jeremy. – Ale żona mnie przekonała. Biel pięknie odbija światło, podkreśla przestronność i wysokość wnętrz – tłumaczy.

– Nasi przyjaciele nie mogli uwierzyć, że decydujemy się na biały dom, mając troje małych dzieci – dodaje Gaynor. – Ale to żaden problem. Pokrycia na kanapy i fotele są zdejmowane, więc łatwo je uprać. Ściany możemy myć, ponieważ pomalowaliśmy je wodoodpornymi farbami. Do zrobienia została nam jeszcze piwnica. Zamienimy ją w kino i salon gier. Pewnie też będą białe.

Oczywiście wszyscy ci, którzy wątpili w biel przy dzieciach teraz nie mogą się nadziwić. Dom wydaje się dwa razy większy niż w rzeczywistości, a ciężkie klasyczne meble o wiele lżejsze. Już zaczęli podglądać pomysły i nieśmiało zmieniać swoje mieszkania.

Milion dolarów, którego nie było

Znajomi Gaynor i Jeremy’ego mówią, że ich dom wygląda tak, jakby wydali na niego milion dolarów, tymczasem remont kosztował niewiele. Meble kupowali w pobliskich sklepach i na aukcjach. Były niedrogie, bo w tym czasie styl shabby chic (współczesne postarzane meble, często malowane) nie był w modzie.
– Bywało, że na tapicerkę wydawaliśmy więcej niż na sam fotel czy sofę – mówi właścicielka.

Meble są duże, bo tylko takie pasują do wysokich pokojów. Małe zginęłyby na takiej przestrzeni. – W tym domu duże jest piękne – śmieje się Jeremy. Stąd tyle tu ogromnych luster, pokaźnych konsoli, wysokich łóżek, obszernych kanap i szaf. – Lubię łączyć wszystko w pary – dodaje pani domu.

– Kiedy kupię jakiś fotel, zaraz nadarza się okazja, by kupić drugi, który będzie do niego pasował. Wystarczy, że pokryję je tą samą tkaniną, i już mam zgrany duet. Gaynor przynajmniej raz w miesiącu ogląda „Lepiej późno niż później”. Wciąż nie może nasycić się widokiem tamtej kuchni i jadalni.

Źródło: www.weranda.pl
Tłumaczenie: Renata Barańska
Tekst: Heather Dixon/Chilli Media/East News
Fotografie: Colin Poole/Chilli Media/East News

środa, 20 listopada 2013

Versace. Królestwo przepychu


Nikogo nie pozostawia obojętnym. Pełen bogactwa, luksusu i cytatów z przeszłości styl Versace albo się kocha, albo nienawidzi.

Luksusowe kreacje dla wnętrz.
Tak chyba najlepiej można opisać propozycje Versace w dziedzinie aranżacji przestrzeni. I chociaż od śmierci twórcy stylu, Gianniego Versace (1946?1997), minęło już szesnaście lat, jego dzieło kontynuuje siostra Donatella, miłośniczka bogactwa i przepychu. Przygoda Gianniego Versace z designem zaczęła się na początku lat 90. Zaprojektował on wówczas swoją pierwszą kolekcję dla światowej sławy producenta porcelany, firmy Rosenthal. Kolekcja nazywała się "Home Signature" i była manifestacją stylu Versace w dziedzinie urządzania wnętrz. Porcelanę cechowała bardzo bogata ornamentyka, mocne nasycone kolory, zdobienia złotem. Rodzajem kropki nad "i" była głowa złowrogiej Meduzy, symbol domu mody Versace. Innowację stanowiły skrzydełka rzymskiego boga Hermesa, na których wzorowane są uszka filiżanek. Cała kolekcja trąciła trochę kiczem, a mimo to (a może właśnie dlatego) odniosła gigantyczny sukces. I do dziś, po dwudziestu latach obecności na rynku, należy do bestsellerów firmy Rosenthal. Od tego czasu, jeśli chodzi o urządzanie wnętrz, oferta marki Versace bardzo się poszerzyła. To nie tylko naczynia stołowe, ale również meble, lampy i dodatki. Jednym słowem kompletna propozycja, która pozwala na całościowe zaaranżowanie przestrzeni.

Sam Gianni Versace uwielbiał projektować wystrój własnych domów.
Miał ich kilka w najbardziej prestiżowych miejscach świata: w Mediolanie, Nowym Jorku, Miami oraz nad włoskim jeziorem Como. Wszystkie są bardzo okazałe, pełne wyrafinowanych dodatków i dzieł sztuki. I taki właśnie styl kontynuują spadkobiercy projektanta. Z sukcesem. Najlepiej świadczy o tym fakt, że podczas targów designu w Mediolanie stoisko Versace jest jednym z najbardziej obleganych. I to mimo zarzutów o balansowanie na cienkiej granicy między złym i dobrym gustem. Cóż, ta stylistyka ma swoich zaprzysięgłych wielbicieli, którym obcy jest duch minimalizmu. Lubią oni bogactwo, przepych i luksus. I wszystko to dostają od firmy Versace.



CECHY STYLU
Eklektyzm, czyli łączenie różnorodnych stylistyk. Na pierwszy rzut oka wygląda to na próbę godzenia ognia z wodą, gdyż znajdziemy tu skrajnie różne style historyczne, np. barok (motywy zdobnicze) i empire (lwie łapy, półkolumny, baldachimy) oraz elementy współczesne, pełne chłodnej elegancji. Nie brak również motywów antycznych.

KOLORYSTYKA
Bogata paleta mocnych, nasyconych czerwieni i żółcieni, granaty (w tym głębokie indygo) czasami dla kontrastu zderzone z zimną bielą. Różne odcienie złota i srebra pojawiające się zarówno w motywach zdobniczych, jak i stosowane całościowo.

WZORY
Najbardziej znanym motywem Versace jest głowa Meduzy patronująca całemu modowemu imperium. Siostra Gianniego, Donatella, uważa że "DNA Versace to wzory, zwłaszcza te barokowe". Rzeczywiście bogata ornamentyka to najbardziej charakterystyczna cecha stylu. Znajdziemy tu zarówno motywy roślinne, jak i afrykańskie, a także zaczerpnięty z antyku, pojawiający się również w kolekcjach modowych, geometryczny meander. 



Źródło: Dom & Wnętrze