Strony

piątek, 13 września 2013

Patrycja Zaczyńska - wywiady

Zdobywała doświadczenie w biurach projektowych w Nowym Yorku i Londynie. Założycielka ADP ARCH LTD - międzynarodowej pracowni projektowo - wykonawczej specjalizującej się w opracowywaniu projektów ekskluzywnych obiektów oraz wnętrz, które można podziwiać w takich miastach jak Londyn, Moskwa, Monte Carlo, czy Nowy Jork. Posiada licencje zarówno w Polsce jak i Wielkiej Brytanii, dodatkowo jest członkiem prestiżowego angielskiego stowarzyszenia Królewskiego Instytutu Architektów RIBA (Royal Institute of British Architects). Wszystkie tworzone przez Patrycję Zaczyńską budynki i wnętrza charakteryzuje specyficzna dla niej oryginalność, nowoczesność, staranność opracowania detali, ekskluzywność, a przede wszystkim co jest przyczyną ogromnej popularności jej projektów harmonijne
i wyważone połączenia.

ADP wykonywało wiele prestiżowych projektów m.in dla największych domów mody Bottega Veneta (Gucci Group) w Manhasset, Balenciaga i Jimmy Choo w Nowym Yorku. Są także autorami wnętrz apartamentu położonego w ekskluzywnej dzielnicy Notting Hill w Londynie oraz prywatnej rezydencji w Moskwie. Ostatnią z realizacji było projektowanie większości aranżacji w wieżowcu Złota 44 w Warszawie - autorstwa światowej sławy architekta Daniela Libeskinda.


Wnętrze musi być zgodne z gustem klienta. To jest właśnie luksus i największe wyzwanie dla projektanta – mówi polska architektka wnętrz, której biuro pracowało już w Londynie, Nowym Jorku, Moskwie i Monte Carlo, a także z markami Bottega Veneta czy Jimmy Choo. Skąd pomysły na projekty wnętrz w butikach i apartamentach? Jak bardzo jest uzależniona od gustów swoich klientów? Na pytania LuxLux.pl odpowiada Patrycja Zaczyńska, założycielka międzynarodowej pracowni ADP.
LuxLux.pl: Skąd czerpie Pani inspiracje do urządzania ekskluzywnych wnętrz?
W głowie rodzi się wiele pomysłów, wyzwaniem dla mnie jest stworzyć formy, które będą zaskoczeniem dla mnie samej. Aby właściwie rozpocząć ten proces najpierw muszę przygotować wiele inspiracji, które pobudzą moją wyobraźnię. Iskry szukam w starych amerykańskich filmach i pokazach mody z niesamowitą scenografią. W pierwszych latach swojego doświadczenia w zawodzie czułam ogromny głód „nowego”. Mnogość zaobserwowanych nietuzinkowych miejsc zapewniło mi wystarczającą stymulację wyobraźni na lata.
Wiele uroku mają klasyczne eleganckie ponadczasowe projekty art deco, zwłaszcza w nowojorskim ujęciu. Są dla mnie pełne romantyzmu przy jednoczesnym zachowaniu wyrazistych linii. Podczas wieczornych spacerów ulicami Manhattanu można zebrać sporą kolekcję interesujących motywów tego stylu, które pięknie współgrają z ekskluzywnymi wnętrzami.
Znaczna część mojej bazy pomysłów stanowi także świat mody i związana
z pokazami energia.
Przemawiają do mnie pełne dramatyzmu teatralne scenografie tworzone na potrzeby pokazów mody. Zabawy proporcjami projektowanych ubrań także mogą stanowić punkt odniesienia w projektowaniu wnętrz, ważne, aby wykształcić w sobie odpowiednią wrażliwość i puścić wodze wyobraźni. 

Co czyni apartament luksusowym – jakość wykończeń, oryginalne wyposażenie?
Na niezwykłą przestrzeń składa się wiele elementów, które w danym momencie muszą zostać odpowiednio zsynchronizowane. Jednak dla mnie detale tworzą silną bazę, bo to one determinują luksus. Wszystko od nich zależy. W koncepcji aranżacji największego apartamentu w Żaglu, penthouse'u zlokalizowanego na kilku najwyższych poziomach budynku, wykorzystaliśmy na przykład niezwykle stylowe, kamienne umywalki czy szklane ściany, które pod wpływem obiegu prądu mogą zmieniać przejrzystość. Mogłoby się wydawać, że to błahostki, ale to one tworzą wyjątkową całość.
Budynek i jego wnętrza to ludzie, którzy mają własne pragnienia. Architekt tworzy bazę, jednak ostateczne słowo ma właściciel mieszkania. Wnętrze musi być zgodne z gustem klienta. To jest właśnie luksus i największe wyzwanie dla projektanta.
Projektowała Pani już wnętrza w Londynie, Moskwie, Nowym Jorku, ale także w Polsce. Jak bardzo różnią się od siebie apartamenty i ich właściciele tu, w Polsce, od tych w Anglii, Rosji czy USA?
Postrzeganie aranżacji wnętrz jest bardzo indywidualne w poszczególnych krajach. Zdecydowanie inny stosunek do mieszkań mają Anglicy, którzy lubią, gdy wszystko jest wyważone i zrównoważone z odrobiną szaleństwa, zupełnie zaskakujący i całkiem egzotyczny stosunek mają mieszkańcy nowoczesnego Nowego Jorku, a jeszcze bardziej intrygujący mieszkający w Moskwie, którzy ogromny nacisk kładą na poczucie bogactwa, przepychu, ale w zdecydowanie nowej, pełnej elegancji odsłonie.
Zamożni Polacy są zazwyczaj tradycjonalistami, ale są też ciekawi świata i  otwarci na bardziej nowoczesne rozwiązania.
Miałam bardzo trudne momenty w pracy projektowej zarówno w Moskwie, jak i w Monako, czasami chciałam powiedzieć „nie”! W takich przypadkach staram się znaleźć inne rozwiązanie i inspiracje, aby pogodzić rozbieżne pomysły i pogodzić wizje. Na całym świecie są ludzie, których poczucie estetyki jest bardzo delikatna sprawą.

Projektuje Pani wnętrza luksusowe, dla wymagających klientów. Może Pani sobie pozwolić na swoje wizje czy raczej przyporządkowuje się ich pomysłom?
Specyfika mojego zawodu polega na tym, aby nadawać każdej przestrzeni odpowiednią harmonię kompozycji. Zdarzały się takie sytuacje, że pomimo, sugestii inwestor decydował się na element, do którego nie byłam przekonana. Wówczas najważniejsze jest to, aby wczuć się w charakter przestrzeni i znaleźć wspólny mianownik. Wyzwanie polega na tym, by zaprojektować wnętrze tak, by mimo obecności w projekcie elementu, który nam się nie podoba, pomieszczenie było piękne.
Podobnie jest, gdy klient, pragnie zabrać ze sobą z poprzedniego apartamentu np. stary fotel, który uwielbia, albo który jest w rodzinie od pokoleń. Bywa, że jest to mebel zniszczony lub zupełnie niepasujący do nowego wnętrza. Wtedy tak trzeba wkomponować ten mebel do nowej aranżacji, by nie tylko pasował, ale zaistniał na nowo.

W Pani portfolio znajduje się także projekt Złota 44, realizowany wspólnie z Danielem Libeskindem. Jak wyglądała wspólna praca nad wnętrzami?
Złota 44 jest budynkiem, który jest już ikoną, a nie został jeszcze ukończony. Była to dla mnie ogromna radość, że nasz „design” został doceniony i mogłam pracować przy takim projekcie, ale przez ten miniony rok była to także ciężka praca. Nowojorska pracownia Daniela Libeskinda, a także oddział niemiecki czuwał nad zachowaniem pierwotnej idei projektowej. Dodatkowo dzięki propozycji współpracy z deweloperem powstało w naszej pracowni wiele niezwykłych projektów dla zakresu Złota 44, począwszy od średnich mieszkań, a kończąc na penthousie oraz przestrzeniach wspólnych.
Na Złotej 44 zaprojektowaliśmy pięć stylów. Jeden jest inspirowany klasyczną elegancją, wykorzystałam w nim szlachetne marmury oraz naturalne drewno. Drugi wzoruje się na nowojorskim Manhattanie, więc połączyliśmy bardziej odważne wykończenia jak beton oraz stal nierdzewną.
Kolejna aranżacja oparta jest na wyraźnych kontrastach, zarówno pod względem materiałów, jak i kolorów, taki efekt został uzyskany poprzez użycie elementów z brązu zestawionych z ciemnymi okleinami. Wspomniane wykończenia, style mają za zadanie stworzyć silną podstawę, płótno do obrazu, do stworzenia własnych indywidualnych, niepowtarzalnych wnętrz, pokazują także możliwości, jak zaaranżować dostępną przestrzeń.
Nie skupiła się Pani jednak na apartamentach – współpracowała Pani także z markami odzieżowymi, takimi jak Bottega Veneta czy Jimmy Choo. Zajmowała się Pani aranżacją ich butików?
Myślę, że butiki oczarowały mnie starannością wykończeń, nietuzinkowością i awangardowością. Pracując w Nowym Yorku rozpoczęliśmy współpracę z firmą, która umożliwiła nam pracę nad projektami m.in. dla Jimmy Choo oraz Bottega Veneta. Nasza rola polegała przede wszystkim na dostosowaniu ogólnej koncepcji marki do specyfiki konkretnej lokalizacji, przygotowaniu aranżacji, rysunków wykonawczych oraz prowadzeniu generalnego nadzoru.
Skąd po tylu projektach na arenie międzynarodowej zainteresowanie ulicą Gołębią w Poznaniu?
Po zdobyciu doświadczenia w Nowym Jorku oraz Londynie moim marzeniem była praca nad niezwykłym projektem na terenie Polski. Była to dla nas ogromna satysfakcja, że stało się to tak szybko. Ulica Gołębia to piękny, urokliwy zakątek na Starym Mieście, który według nas jest najpiękniejszą ulicą w Poznaniu.
Obecnie wspólnie z właścicielami biznesów zlokalizowanych wzdłuż ulicy staramy się promować jej wizerunek oraz zachęcić do tego władze miasta. Tutaj mamy oazę spokoju do tworzenia projektów w różnych lokalizacjach na terenie Polski oraz międzynarodowych inwestycji. Pracujemy także obecnie nad interesującym projektem renowacji zabytkowej kamienicy
w Poznaniu, która zapowiada się na bardzo ekskluzywny projekt.




Zdarza się, że kobiecość przeszkadza Pani na budowie?
Wręcz przeciwnie, często pomaga. A już kobiecość w połączeniu z profesjonalizmem i umiejętnościami zawodowymi pomaga bardzo. Kiedy natomiast mieszkałam w Anglii, pomagała mi nie tylko kobiecość, ale także polskość.

Bo łatwiej było porozumieć się z pracownikami? 
Tak. Nie tylko wykonawcami, ale także inżynierami i architektami, czy częściej architektkami, bo trzeba wiedzieć, że w angielskich biurach architektonicznych pracuje coraz więcej Polek. W swoim biurze też pracuję tylko z kobietami. 

Dlaczego? 
Zdecydowanie wygrywają umiejętnościami z mężczyznami. Chciałabym mieć także panów, na razie jednak kobiety okazują się lepsze. Świetnie mi się z nimi współpracuje. Są nie tylko zdolne, ale także silne psychicznie i odporne na stres, co w pracy w biurze projektowym jest bardzo przydatne.

Wracając do budowy - uśmieszki i docinki też się zdarzają? 
Uśmieszki tak, ale tym się nie przejmuję. Jestem tam po to, by pracować. Zresztą to zrozumiałe, jeśli na budowie jest kilkudziesięciu mężczyzn i nagle przyjeżdża kobieta, pojawia się zainteresowanie. Zdarzają się komplementy. Trzeba je oczywiście miło przyjąć i zająć się pracą.

Przez trzy lata mieszkała Pani w Stanach Zjednoczonych, przez pięć - w Anglii. Gdzie się Pani bardziej podobało? 
Specyfika każdego z tych krajów inna. Jeszcze zanim rok po studiach razem z mężem wyjechałam do USA, przeżyłam wielką fascynację Nowym Jorkiem. Byłam tam podczas studiów i to miasto mnie oszołomiło. Oczywiście Nowy Jork odstaje od reszty Stanów. My od początku założyliśmy, że wyjeżdżamy pracować w zawodzie. Mieliśmy wielkie szczęście, że się udało. Spotkaliśmy ludzi, którzy nas nie ograniczali, pokazywali tajniki zawodu i po prostu pozwalali się uczyć. Dzisiaj to procentuje.

Ominęło Panią typowe zarabianie na zmywaku? 
Na zmywaku tak, pracowałam natomiast w kawiarni. To była dosyć zabawna sytuacja. Poszliśmy z mężem coś zjeść, obsługiwała nas Polka, więc zapytałam ją czy może wie coś o dodatkowej pracy. Obiecała, że porozmawia z szefem i rzeczywiście po jakimś czasie zaczęłam tam pracować. Potem okazało się, że ona jest architektką, poleciłam ją więc w mojej pracowni, z której właśnie odchodziłam. Tak więc takie prace typowo fizyczne, zarobkowe też oczywiście mam na koncie. Natomiast priorytetem zawsze była praca architekta. Mój mąż podczas studiów wyjechał do Chicago, by sobie dorobić. Ale szybko doszedł do wniosku, że woli pracować w zawodzie. W USA zobaczył, że to jest możliwe, tylko trzeba być do tego przygotowanym - mieć odpowiednie CV itd. Kiedy więc po studiach lecieliśmy do Stanów, mieliśmy już bardzo konkretny plan, chcieliśmy pracować jako architekci.

Po trzech latach zapadła decyzja o przeprowadzce do Europy. Dlaczego Londyn? 
Lubimy duże miasta, które mają sporo do zaoferowania, także pod kątem rynku pracy. Mieliśmy wiele szczęścia, bo poszukiwanie zajęcia odbywało się w warunkach wręcz komfortowych. Ponieważ mieliśmy doświadczenie w zawodzie, mogliśmy skorzystać z pomocy profesjonalisty, który szukał pracy dla nas. Bardzo miłe doświadczenie.

Czym zaskoczyła Panią Anglia? 
Akcentem. Niesamowite, że można mówić w tym samym języku, a tak inaczej i tak… elegancko. Także słownictwo zawodowe w Stanach i Anglii bardzo się różni. To było stresujące, ale też ciekawe, bo trzeba się było czegoś nowego nauczyć. Natomiast w Londynie na pewno najtrudniejsze było założenie własnej firmy. Początki były wręcz przerażające. Nie chodziło o projektowanie, bo wiedziałam, że z tym sobie poradzę, ale o wszystkie kwestie formalne, prawne, księgowe. 





Źródło: www.sukcespisanyszminka.pl, www.luxlux.pl, www.adparchitecture.com, www. kobieta.wp.pl

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz